Oceny piłkarzy Legii za mecz z Arką - powrót nieskuteczności

07-11-2019 / 10:45 Redakcja Legia.Net

W niedzielę Legia pokonała w Gdyni Arkę 1:0 i awansowała na pozycję lidera Ekstraklasy. Redakcja jak zwykle oceniła piłkarzy Legii w skali 1-10, gdzie 1 oznacza sugestię zmiany profesji, 6 to ocena wyjściowa, a 10 występ idealny, gdzie wychodziło wszystko. W identycznej skali legionistów oceniliście Wy. Wasze oceny znajdują się w nawiasach oraz w grafice na dole. Zapraszamy do lektury.

Gra zespołu 6 (6,06 - średnia ocen zawodników Legii wg Czytelników Legia.Net). Ogromna przewaga, gra w jedenastu na dziesięciu przez większość meczu i zaledwie jeden gol. Oczywiście najważniejsze są trzy punkty, ale powinny być one wywalczone dużo łatwiej, bo nie dość, że rywal należy do tych słabszych drużyn Ekstraklasy, to przez większość meczu bronił się mając o jednego zawodnika mniej. W Legii można pochwalić środkowych obrońców i pomocników, dobrze funkcjonowała lewa strona, zdecydowanie gorzej natomiast mało kreatywna prawa, na co reagował Aleksandar Vuković zmieniając grających na niej piłkarzy w trakcie meczu. Przede wszystkim jednak legioniści wykazywali się straszliwą nieskutecznością pod bramką, Artur Jędrzejczyk i Jose Kante mogli zdobyć po dwa gole, a kolejne mogli wbić Paweł Wszołek i Andre Martins. Ostatecznie uczynił to Jarosław Niezgoda, mający na pewno najlepsze wykończenie w Legii, ale z pozostałymi piłkarzami Marek Saganowski powinien trenować strzały do skutku. Mecz z Arką powinien być też przestrogą dla obrońców, bo sędzia Myć mógł spokojnie podyktować dwa rzuty karne dla gdynian i rezultat meczu byłby zupełnie inny. Oczywiście cieszymy się, że legioniści tak bardzo zdominowali rywala, że oddał on tylko jeden celny strzał, że mieli miażdżącą przewagę w posiadaniu piłki, a bramkarz Arki musiał dokonywać cudów w bramce, ale jeśli koncentracja pod bramką własną, a szczególnie przeciwnika nie zostanie poprawiona, w kolejnych meczach zakończenie może być dużo mniej przyjemne. Są piłkarze, których można chwalić za niedzielny mecz, ale kilku należy się też parę mniej przychylnych słów, bo nie tak to spotkanie powinno przebiegać. Zwycięskie gole powinny paść jeszcze przed przerwą i wtedy na dalszą część meczu patrzylibyśmy ze spokojem, zamiast tracić nerwy. Szybko należy poprawić tą skuteczność i koncentrację, bo w terminarzu zbliżają się mecze ze znacznie silniejszymi drużynami niż Arka.

Radosław Majecki 6 (6,17 - ocena Czytelników). Jeden obroniony niezbyt trudny strzał i jedno zbyt krótkie piąstkowanie przy dośrodkowaniu to za mało, by w jakikolwiek zmieniać ocenę wyjściową bramkarza Legii. Arka stanowiła zagrożenie wyłącznie przy stałych fragmentach gry, w pozostałych przypadkach miała problemy by przejść nawet przez środkowych pomocników Legii, nie mówiąc o obrońcach. Niemal bezrobotny przez cały mecz.

Artur Jędrzejczyk 4 (5,98). Chwaliliśmy wielokrotnie kapitana Legii w tym sezonie, ale za mecz w Gdyni trzeba go zganić. O ile w defensywie problemów nie było, to jeśli chodzi o atak cała prawa flanka prezentowała się słabo. Brak dobrych dośrodkowań ze strony Jędrzejczyka mocno kontrastował z kąśliwymi, groźnymi wrzutkami Luisa Rochy z przeciwległej strony boiska. „Jędza” pokazał nam też słabe wykońćzenie, bo miał dwie fenomenalne okazje do zdobycia bramki, najlepsze spośród wszystkich zawodników i obie zmarnował. Czary goryczy dopełniła w naszych oczach interwencja w doliczonym czasie gry, gdy zamiast wyjść w górę i przeskoczyć niższego od siebie Jankowskiego, został na ziemi ciągnąć piłkarza Arki za koszulkę. Mogło być to przez sędziego odgwizdane i Jędrzejczyk byłby głównym winnym utraty punktów w Gdyni. Tak doświadczony zawodnik, stale powoływany do reprezentacji Polski, nie powinien pozwalać sobie na takie momenty nonszalancji i dekoncentracji, ani pod bramką własną, ani przeciwnika.

Igor Lewczuk 6 (6,15). Można mówić o bezbłędnym występie Lewczuka, ale tak naprawdę przez większość czasu spędzonego na boisku nie miał on wiele do roboty. Piłkarze Arki zatrzymywali się najczęściej na parze Antolić-Martins, a gdy piłka docierała z rzadka do napastnika, boje z nim toczył Mateusz Wieteska, bo to pod niego próbował się ustawiać Schirtladze, z marnym zresztą skutkiem. Trochę podobnie jak w przypadku Majeckiego - trudno ocenić występ doświadczonego stopera Legii, zmienionego w końcówce nie ze względu na słabą grę, ale na roszady taktyczne trenera. Ocena wyjściowa.

Mateusz Wieteska 7 (6,12). O ile Lewczukowi oceny nie podnosimy, to w przypadku Wieteski jest inaczej. To on był tym razem najważniejszą instancją w obronie, stoczył sporo wygranych pojedynków z gruzińskim napastnikiem, dominował w powietrzu we własnym polu karnym, nieźle wyprowadzał piłkę, przejął najwięcej piłek zagranych przez przeciwnika, wywalczył też jeden rzut wolny na połowie rywala. Był to w sumie dobry mecz młodego stopera „Wojskowych”.

Luis Rocha 5 (4,96). Naprawdę podobała nam się czasami gra Rochy, bardzo często pojawiał się pod bramką przeciwnika, słał w pole karne wiele dośrodkowań, kilka z nich było naprawdę dobrych, kierowanych między bramkarza a obrońców, tyle że koledzy nie potrafili z nich skorzystać. W defensywie też spisywał się całkiem dobrze, poza jednym przypadkiem, który mógł być bardzo brzemienny w skutki. Portugalczyk przy stałym fragmencie gry w 39. minucie mocno przysnął i kryty przez niego Vejinović znalazł się z piłką przed nim siedem metrów od bramki. Rocha podjął desperacką interwencję i wybił piłkę arkowcowi, ale nie ma wątpliwości, że zrobił to ściągając rywala za koszulkę. Gapiostwo Portugalczyka mogło skończyć się rzutem karnym dla Arki i ta sytuacja bardzo mocno rzutuje na całą naszą ocenę gry lewego obrońcy Legii.

Andre Martins 7 (6,34). Wreszcie po kilku bezbarwnych meczach znów doczekaliśmy się powrotu Martinsa z zeszłego sezonu. Był zawsze pod grą, miał najwięcej kontaktów z piłką, rozrzucał dokładnie piłkę po skrzydłach, wywalczał stałe fragmenty gry, a do tego z Antoliciem stworzył w środku pola zasieki nie do przejścia dla arkowców. Po faulu na nim rywal grał przez godzinę w dziesiątkę. Byłby wybrany przez nas najlepszym graczem meczu, gdyby nie zmarnował stuprocentowej sytuacji w samej końcówce meczu. Po podaniu Novikovasa mógł albo trafić z bliska do bramki albo wyłożyć piłkę Niezgodzie. Portugalczyk po prostu koszmarnie przestrzelił i końcówka meczu przez to była dość nerwowa.

Domagoj Antolić 7 (6,97). Niesamowicie równo gra od długiego czasu Chorwat, to jemu w dużej części Legia zawdzięcza panowanie w środku pola w większości spotkań, a że w niedzielę miał dużo większe niż ostatnio wsparcie w Andre Martinsie, Arka miała potężne problemy, by w ogóle wychodzić z własnej połowy. Antolić ma niesamowitą zdolność przewidywania kierunku rozwoju akcji przeciwnika i zbierania lub odbierania rywalowi zbyt mocno wypuszczonych, czy niedokładnie zagranych piłek. Dobrze też dośrodkowywał w pierwszej połowie ze stałych fragmentów gry i nie bardzo wiemy dlaczego w dalszej fazie meczu obowiązki w tym zakresie przejął od niego Novikovas. Słabiej wypadł tylko w końcówce pierwszej połowy, gdy miał dwie straty, a po jednej z nich Arka wyprowadziła swoją jedyną kontrę zakończoną celnym strzałem. Trochę brakowało mu też kreatywności przed polem karnym rywala, ale też pamiętamy jego jedno znakomite podanie po własnym odbiorze wyprowadziło Rochę na dośrodkowanie, po którym w piłkę nie trafił Wszołek. Kolejny dobry mecz Antolicia, który od dwóch miesięcy należy do wyróżniających się legionistów we wszystkich, nawet przegranych meczach.

Paweł Wszołek 5 (5,84). Prawa strona Legii w ataku funkcjonowała po prostu słabo, bo ani Jędrzejczyk ani Wszołek nie zagrali w niedzielę dobrego meczu. Prawoskrzydłowy Legii dobrze mecz zaczął, od wywalczenia dwóch rzutów wolnych i udanego rajdu zakończonego podaniem do Luquinhasa, ale później zapamiętaliśmy go głównie z zepsutych dośrodkowań i nie nadążania do dobrych dośrodkowań kolegów. Po zmianie stron był praktycznie niewidoczny i nie dziwimy się trenerowi, że jako pierwszego zmienił właśnie Wszołka, który ze wszystkich ofensywnych piłkarzy tworzył zdecydowanie najmniej zamieszania pod bramą Steinborsa. Bezbarwny występ.

Arvydas Novikovas 7 (5,62). Uznanie przez InStat Litwina najlepszym piłkarzem meczu nie wzięło się znikąd. Novikovas brał udział w większości najgroźniejszych akcji Legii, stworzył stuprocentowe sytuacje Kante i Martinsowi w drugiej połowie, trafił też z dystansu w poprzeczkę. Gdy grał na lewej stronie, to tą flanką atakowała Legia, gdy zmienił stronę, zagrożenie dla bramki Steinborsa pojawiło się też z prawej strony. Wygląda na to, że Litwin coraz lepiej wkomponowuje się w drużynę Aleksandara Vukovicia, bo po prostu coraz lepiej gra i rozumie się z kolegami, stara się też coraz więcej współpracować z partnerami, a z tym na początku sezonu były duże problemy. Dodajmy, że w niedzielę po raz kolejny to Novikovas nabiegał się najwięcej spośród wszystkich legionistów. Poważny kandydat do miana najlepszego zawodnika meczu, nie jego winą jest, że koledzy nie wykorzystywali jego doskonałych podań. Stałe fragmenty gry powinien jednak wykonywać nieco dokładniej.

Luquinhas 7 (6,91). Brazylijczyk często znikał na długie minuty, miał problemy z przedarciem się przez skomasowane zasieki Arki grając na środku, ale swoje w tym meczu zrobił. Już w pierwszej połowie powinien mieć asystę, gdy podał do Jędrzejczyka, po zmianie stron jego podanie na wolne pole do Niezgody okazało się kluczowe dla przebiegu całego meczu. Sam Luquinhas natomiast też nie wykorzystał jednej dobrej sytuacji na początku meczu po podaniu Wszołka, podobnie było po zmianie stron, gdzie na dodatek był na spalonym. Grał zrywami, ale miał poważny wkład w zwycięstwo.

Jose Kante 5 (5,72). Bardzo dobre miał Kante pierwsze dwadzieścia minut, gdy dobrze przyjmował piłkę tyłem do bramki, oddał dwa znakomite strzały z niełatwych pozycji i wywalczył rzut rożny, po którym Legia powinna prowadzić. A potem powrócił „stary” Kante dochodzący z łatwością do pozycji strzeleckich i marnujący je bez opamiętania. Słabo spisywał się po zmianie stron, kilka piłek stracił, złe przyjęcia piłki próbował naprawiać faulami, przez co po kolejnej żółtej kartce wykluczył się z następnego meczu. Bardzo nierówny mecz Gwinejczyka.

Jarosław Niezgoda 7 (7,41). Wszedł i po raz kolejny pokazał kolegom jak należy wykańczać akcje, a sytuację miał nieco trudniejszą niż jego koledzy wcześniej. Brał też udział przy kolejnej akcji zakończonej stuprocentową sytuacją zmarnowaną przez Martinsa. Jego gol okazał się najważniejszym wydarzeniem niedzielnego meczu i takich właśnie wejść z ławki od legionistów oczekujemy.

Marko Vesović 5 (5,54). Ponieważ prawa strona Legii prezentowała się słabo, na bok obrony z zadaniami mocno ofensywnymi wszedł na nieco ponad dwadzieścia minut wracający po kontuzji Czarnogórzec. O ile w defensywie spisywał się poprawnie, to w ataku widać było dłuższy rozbrat z treningami, bo piłka mu najczęściej uciekała, raz tylko nieźle dośrodkował w pole karne. Nie wniósł oczekiwanego ożywienia do gry.

Walerian Gwilia (5,15) grał zbyt krótko, by go oceniać.

Za najlepszego legionistę niedzielnego meczu redaktorzy i Czytelnicy wybrali strzelca zwycięskiego gola, Jarosława Niezgodę.

Oceń zawodników

Głosowanie zostało zakończone!

7.41 Jarosław Niezgoda

6.97 Domagoj Antolić

6.91 Luquinhas

6.34 Andre Martins

6.17 Radosław Majecki

6.15 Igor Lewczuk

6.12 Mateusz Wieteska

5.98 Artur Jędrzejczyk

5.84 Paweł Wszołek

5.72 Jose Kante

5.62 Arvydas Novikovas

5.54 Marko Vesović

5.15 Walerian Gwilia

4.96 Luis Rocha

Źródło: Legia.Net

Komentarze (10)

Komentarze osób zarejestrowanych pojawiają się w tym artykule automatycznie. Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po zatwierdzeniu przez moderatora.

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Zaloguj

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
Generał brygady
  • 0 / 0
Novikovas dużo lepiej niż w ostatnim meczu ,ale chyba za wysoko oceniany przez redakcję .
Generał brygady
  • 0 / 0
Jakbym miał sam wymyślić podsumowanie, to pewnie byłoby podobne do tego co napisano wyżej:
"Ogromna przewaga, gra w jedenastu na dziesięciu przez większość meczu i zaledwie jeden gol. Oczywiście najważniejsze są trzy punkty, ale powinny być one wywalczone dużo łatwiej, bo nie dość, że rywal należy do tych słabszych drużyn Ekstraklasy, to przez większość meczu bronił się mając o jednego zawodnika mniej."
Antolić, Kante, to są dobre przykłady, że nikogo nie można skreślać. Połowa tutaj piszących chciała jeszcze niedawno aby wysłać Anatolica z Kante w p***u.
Kapitan
  • 2 / 0
Wszystkie asysty Karbownika były dokładnymi podaniami po ziemi. Reszta bocznych obrońców preferuje wrzutki na aferę, ale asyst brak. Daje to do myślenia.
Nie zgadzam się z opinią redakcji o dobrych dośrodkowaniach Rochy. Jego piłki są raczej wstrzeliwane w pole karne z nadzieją, że trafią we właściwą nogę. Podobnie zresztą ma Veso, który też przed dośrodkowaniem nie skanuje ustawienia zawodników w polu karnym. Dlatego tak marne są efekty ich dośrodkowań. Karbownik i Wszołek zawsze mają adresata dośrodkowań, dlatego i efekty są lepsze.
Marszałek Polski
  • 2 / 0
Różnica miedzy dzisiejszą Legią a tą z przed miesiąca czy dwóch jest taka że ta wcześniejsza nie strzelała bramek bo nie stwarzała sobie sytuacji ta obecna nie strzela ale kreuje akcje i strzela celnie w bramkę. To jest duża różnica. Jak chłopaki utrzymają progres zacznie i wpadać częściej co mecz
Tu nie mogę się zgodzić bo miesiac czy dwa miesiace temu sytuacje też były nieraz 100 procentowe których nasi piłkarze nie wykorzystywali.
Taka słaba skuteczność, w której strzelamy o jedną bramkę więcej od przeciwnika, jest dla mnie w porządku, mogę zaakceptować:-) W każdym meczu!
Generał brygady
  • 5 / 1
Nie rozumiem o co chodzi z tym powrotem nieskuteczności. Stwarzaliśmy sytuacje i tylko kilka intuicyjnych i szczęśliwych interwencji bramkarza uchroniło Arkę od utraty kilku bramek. Legia dominowała i grała z zębem i chyba o to chodzi.
Po 7-0 w doopach się poprzewracało ;)

Logowanie

Zarejestruj