Kacper Skwierczyński: Zawsze chciałem grać w Legii

18-06-2021 / 09:05 Maciej Ziółkowski

Kacper Skwierczyński ma za sobą bardzo ciekawe miesiące. W rundzie jesiennej 18-latek rywalizował w Centralnej Lidze Juniorów, a od początku roku występował w III-ligowych rezerwach. Zdolny zawodnik z akademii rozpoczął treningi z pierwszym zespołem Legii, pojechał na zgrupowanie do Austrii, wystąpił w pierwszym sparingu z SK Bischofshofen. Zapraszamy na rozmowę z piłkarzem.

- Początek mojej przygody z piłką zaczął się w Pogoni Siedlce. Na pierwszy trening zawiózł mnie tata. Zastanawiał się na jaki sport mnie zapisać, rozmawiał z różnymi osobami, które działają w sporcie. Najbardziej rozwiniętą dyscypliną w Siedlcach jest futbol i tata zdecydował się, aby posłać mnie na zajęcia piłkarskie. Na pierwszym treningu - miałem może z 6-7 lat – nie za bardzo wiedziałem, jak to wszystko funkcjonuje. Pamiętam, że 30-osobowa drużyna biegała po boisku za jedną piłką. Wyglądało to trochę komicznie, ale z czasem, im człowiek robił się starszy, było coraz lepiej.

Na jakiej pozycji zaczynałeś granie w piłkę?

- Na środku ataku. Na pierwszych treningach grałem w koszulach Didiera Drogby z Chelsea i Wayne’a Rooney’a z Manchesteru United. Nie byli to jednak moi idole, w tamtym czasie jeszcze nie za bardzo rozumiałem, jacy to zawodnicy. Po prostu otrzymałem takie koszulki od rodziców i w nich trenowałem.

A masz obecnie piłkarza, którego naśladujesz?

- Jak byłem młodszy, to zawsze spoglądałem na Leo Messiego. Myślę, że z czasem wachlarz piłkarzy, których podpatrywałem, się zwiększył. Nie patrzę tylko na jednego zawodnika, a na wielu, i od każdego próbuję sobie coś podebrać. Ale każdego dnia dążę do tego, żeby być najlepszą wersją siebie, Kacpra Skwierczyńskiego. Mam nadzieję, że tak będzie.

Jak do tego dążysz?

- Dużo czasu poświęcam treningom, zostaję po zajęciach i realizuję ćwiczenia przypisane mi przez różnych trenerów. Skupiam się na małych elementach, które w świecie piłki robią ogromną różnicę. Staram się dbać o odpowiednią ilość snu, trzymam odpowiednią dietę, przykładam dużą wagę do regeneracji... Myślę, że to wszystko składa się na profesjonalizm. Poza tym, czytam w internecie rozmaite ciekawostki i wywiady piłkarskie, uczę się na błędach innych i wiem, czego sam nie powinienem robić. Ostatnio przeczytałem książkę o Dawidzie Janczyku – z przestrogą, jak nie zachowywać się w świecie piłkarskim.

Zahaczając jeszcze o Pogoń. Miałeś okazję minąć się z Maćkiem Rosołkiem, który również grał w Siedlcach?

- Jak najbardziej. Maciek grał w roczniku 2001, a ja – po jakimś czasie gry z rocznikiem 2003 – awansowałem do rocznika 2002. Graliśmy przeciwko sobie w sparingach. Potem, gdy Rossi i ja przenieśliśmy się do Legii, zdarzyło się nam spotkać i porozmawiać w bursie przy ulicy Wiślanej. Pamiętam pierwszy dzień w bursie. Byłem wtedy nowy, więc – siłą rzeczy – starsi od razu byli ciekawi, kim i skąd jestem. Wtedy Łukasz Zjawiński (obecnie gra w Stali Mielec - red.) powiedział nawet, że nie dość, że z Siedlec, to jeszcze z twarzy jesteśmy do siebie podobni. Po jakimś czasie Maciek przeprowadził się do mieszkania i kontaktu już za bardzo nie mieliśmy. Od dłuższego czasu jest na wypożyczeniu. Moglibyśmy się teraz spotkać na murawie i byłaby na to szansa, aby zagrać razem w jednej drużynie, lecz on występuje w tym momencie w Gdyni.

Może się spotkacie niebawem w pierwszym zespole Legii.

- Mam nadzieję! Oby.

Gdy w przeszłości rozmawiałem z Maćkiem, to mówił, że może nie od małego, ale trzymał kciuki za Legię. Z tobą było podobnie?

- Tak. Myślę, że to dzięki tacie, który od małego śledził poczynania Legii, oglądał jej mecze i zawsze trzymał za nią kciuki. Mam to po nim. Stołeczna drużyna zawsze grała o najwyższe cele, wygrywała najwięcej mistrzostw i walczyła o europejskie puchary. Od najmłodszych lat byłem i jestem nadal wpatrzony w Legię. Jak występowałem w Pogoni, to zawsze chciałem grać w Legii. To było moje największe marzenie, aby trafić i zadebiutować w pierwszym zespole „Wojskowych”.

Jak to się zatem stało, że trafiłeś do Legii?

- Gdy grałem w Pogoni, to w pewnym momencie zaczęły się kadry wojewódzkie. W tamtym okresie miałem też okazję zadebiutować w reprezentacji Polski w swojej kategorii wiekowej, regularnie jeździłem na kadrę Mazowsza i zostałem wypatrzony przez skautów stołecznego klubu. Po dobrym meczu w moim wykonaniu, przeciwko kadrze województwa łódzkiego, napisał do mnie Maciek Rosołek. Oznajmił, że trener Legii pyta się o numer telefonu do mojego rodzica. Potem działacze „Wojskowych” skontaktowali się z moim tatą i zacząłem przyjeżdżać na sparingi, mecze. Dogadaliśmy się i oficjalnie przeniosłem się na Łazienkowską. Tak na dobrą sprawę, z wieloma zawodnikami znałem się z kadry Mazowsza. Nie był więc to dla mnie duży przeskok, jeśli chodzi o wejście do drużyny.

Początki w Legii były bardzo pozytywne. Nie miałem czegoś takiego, że tęskniłem za domem rodzinnym i chciałem do niego wracać. Jestem taką osobą, która od zawsze lubiła wyjeżdżać, mieć przed sobą nowe wyzwania. Nie bałem się tego kroku. Wspólnie z rodzicami podjęliśmy decyzję, że zamieszkam w bursie wraz z innymi chłopakami z Legii. Przez pierwsze lata, jak pojawiał się jakiś problem czy choroba, moi rodzice zawsze byli, nieważne czy praca, czy codzienne obowiązki. Jeżeli ich potrzebowałem, to mogłem na nich liczyć, do dziś jestem im za to wdzięczny, bo wiem, ile musiało ich to kosztować. Gdy byłem już nieco starszy, nauczyłem się poruszania po Warszawie, wiedziałem jak z punktu A dojechać do punktu B bez żadnej pomocy. Od małego musiałem uczyć się samodzielności. Po czasie widzę, że potrafię wyjść z każdej sytuacji i radzę sobie w nowym otoczeniu dzięki temu, że tej cechy uczyłem się od najmłodszych lat.

Od zeszłego lata mieszkasz w bursie w LTC. Jakie odczucia towarzyszą ci po pierwszych miesiącach spędzonych w Książenicach?

- Pełen profesjonalizm. LTC to najwyższy poziom w Europie. Wszystko skupia się na graniu w piłkę i ciągłym podnoszeniu umiejętności. Treningi, posiłki przygotowane przez dietetyków, zajęcia dostosowane do potrzeb zawodników... Wszystko na najwyższym poziomie. Mamy dobre narzędzia do rozwoju i gry w piłkę. Sala gimnastyczna, siłownia, fizjoterapeuci zawsze na miejscu i gotowi do pomocy, pomieszczenie do regeneracji oraz odnowy biologicznej. Wszystko jest dla nas dostępne, abyśmy robili kroki naprzód i żeby każdy osiągnął cel, do którego dąży.

Szczególne wrażenie robią na mnie boiska, których jest sporo. Ostatnio takie odczucia miałem, gdy byłem w Amsterdamie i Monachium, grając z młodzieżowymi drużynami Ajaksu oraz Bayernu. Gdy przyjechałem do LTC po raz pierwszy, to zastanawiałem się czy to na pewno Polska. Nikt w naszym kraju nie ma takich warunków, jak my. Cała baza robi duże „wow”. Myślę, że każdy może to potwierdzić.

Największy minus Legia Training Center? Jest daleko od Warszawy, w sumie od wszystkiego. Mamy daleko do sklepu, do stacji kolejowej, do szkoły, choć do niej podwozi nas klubowy autobus.

Kacper Skwierczyński

Jak najbardziej lubisz spędzać czas wolny?

- Gdy go mam, to jestem padnięty po treningach i meczach. Staram się wówczas zrelaksować. Zazwyczaj włączamy z kolegami Netfliksa - mogę od razu polecić „Dom z papieru” – i po prostu spędzamy razem czas. Gdy mam go więcej w ciągu dnia, to urządzam sobie drzemkę.

Słyszałem, że na co dzień jesteś dość spokojny, ale w pewnym momentach się rozkręcasz, przez co pojawiają się różne śmieszne momenty.

- Tak, to prawda. Jestem duszą towarzystwa. Lubię się pośmiać, ale gdy ktoś potrzebuje pogadać lub ma jakiś problem, to zawsze jestem i staram się doradzić i pomóc w rozmaitych sprawach jak najlepiej tylko mogę. Od zawsze taki byłem. Każdy może do mnie przyjść i przedyskutować jakiś temat. Wydaje mi się, że to moja zaleta. Na co dzień staram się być miły, towarzyski. Sądzę, że koledzy to widzą i doceniają to, jaką jestem osobą. Ze wszystkimi żyję dobrze i bardzo to sobie cenię. Jestem osobą wierzącą, więc wiem, że jak czynię dobro, to prędzej czy później to dobro do mnie wróci. Koledzy wiedzą, że mogą na mnie liczyć i zawsze dotrzymuję słowa.

Przekłada się to na boisko. Mamy do siebie większe zaufanie, tworzymy ze sobą piłkarską rodzinę, razem dążymy do celu. Nie ma między nami żadnych spięć. Jeżeli ktoś ma problem, to zawsze sobie pomagamy i wzajemnie motywujemy.

Podobno stałeś się barberem w LTC i chętnie strzyżesz kolegów w tamtejszej bursie. Skąd się to wzięło?

- Bardzo spontaniczna sprawa. Ze względu na pandemię koronawirusa i obostrzenia z nią związane, chłopaki chodzili zarośnięci. W końcu przyszła pora, żeby to zmienić. Maszynka została ogarnięta i pojawiło się pytanie, kto będzie nią władał. Powiedziałem, że się za to wezmę. Pierwszym klientem okazał się Marcel Myszka. Strzyżenie nie wyszło najgorzej. Pozostali spojrzeli na nową fryzurę Marcela i przyznali, że jest całkiem niezła. Sytuacja nabrała rumieńców i często jest tak, że praktycznie każdego dnia po trzy osoby są chętne na wizytę. Teraz, tak na dobrą sprawę, nie potrzebujemy barbera, ponieważ przejąłem jego obowiązki.

Jak zmieniłeś się od momentu przejścia do Legii?

- Na pewno bardzo dojrzałem i nauczyłem się samodzielności: pod względem piłkarskim i osobowościowym. Myślę, że dużo dał mi przeskok do seniorów, do rezerw. Nauczyło mnie to spokojnego myślenia, podejmowania dobrych i rozsądnych decyzji. Pomogły mi wskazówki od m.in. Inakiego Astiza, Radosława Pruchnika czy Mateusza Cholewiaka, z którym bardzo dużo rozmawiam, dostaję od niego cenne wskazówki i wymieniamy się odczuciami po meczu.

W jakich aspektach piłkarskich poprawiłeś się w ostatnich tygodniach, miesiącach?

- Jestem zawodnikiem ofensywnym, przez co pojawiały się problemy z powrotem do defensywy. Zawsze byłem skupiony tylko na ataku. Gdy trafiłem do seniorów, trenerzy zaczęli zwracać mi na to uwagę. Mówili, że jeśli chcę wejść na wysoki poziom, to bardzo ważna jest obrona. Zacząłem się na niej skupiać. Wcześniej był bardzo duży deficyt, ale staram się robić kroki w przód w tym elemencie. Myślę, że moja gra w defensywie się, jako tako, poprawiła.

Kacper Skwierczyński

Twoje najmocniejsze strony?

- Ofensywa. Gra 1 na 1, szybkość, technika, balans… To moje walory, z których staram się korzystać i umiejętnie nimi posługiwać. Od początku „to” miałem. Od najmłodszych lat byłem ruchliwym dzieckiem, wszędzie było mnie pełno, byłem najszybszy. Myślę, że odziedziczyłem to po tacie, który w młodzieńczych latach był związany ze sportem - grał w koszykówkę w Siedlcach.

Spoglądając na twoją przygodę z piłką, to wygląda obiecująco. Dwa lata temu zostałeś mistrzem Polski juniorów młodszych. Potem przeniosłeś się do U-18, a od początku 2021 roku występujesz i trenujesz z rezerwami. Ścieżka poukładana.

- Zgadzam się. W CLJ spędziłem pół roku, awansowałem do rezerw. Jestem też po pierwszym treningu z „jedynką”. Myślę, że to wszystko idzie w dobrym kierunku. Gdy byłem młodszy, borykałem się z kontuzjami. Z czasem, urazy zaczęły mnie omijać, bo stałem się bardziej odpowiedzialnym zawodnikiem. Wiem teraz, ile daje regeneracja, odpowiednie odżywianie czy ilość snu. Sądzę, że jeżeli jestem w ciągłej, regularnej grze, to mogę pokazywać się z najlepszej strony. Uważam, że to właśnie dzięki temu idę do przodu. Dobrze czuję się na boisku, a szczególnie przy piłce. Myślę, że to widać i osoby z klubu to doceniają. Wiąże się to z kolejnymi awansami i szansami w pierwszym zespole.

Masz za sobą pierwsze zajęcia w „jedynce”, w których uczestniczyłeś na początku maja. Jak je wspominasz? Masz w pamięci jakąś wskazówkę, którą od kogoś usłyszałeś?

- Trening oceniam pozytywnie. Wszyscy byli zadowoleni, ja również byłem z siebie zadowolony. Wiadomo, był pewien stresik, ale gdy wszedłem na boisko, to opanowałem się i wrzuciłem bardziej na luz. Cała sytuacja okazała się spontaniczna. Leżałem w łóżku w bursie. Trening był zaplanowany na 11., a o godz. 10:20 dostałem telefon od trenera Sokołowskiego. Szkoleniowiec przekazał, że dzisiaj ćwiczę z pierwszą drużyną. Za pół godziny „jedynka” miała wychodzić na murawę, a ja dopiero w tamtym momencie się o tym dowiedziałem. Zeskoczyłem z łóżka, pognałem do strefy, w której przebywa pierwsza drużyna, szybko udałem się po sprzęt i byłem gotowy do zajęć. Sądzę, że zestresowany byłem bardziej przez pośpiech i to, że otrzymałem informację na chwilę przed treningiem, a nie przez same zajęcia. Na boisku czułem się bardzo dobrze i swobodnie. Po pierwszej gierce miałem miłą rozmowę z Pawłem Wszołkiem, który podszedł do mnie i powiedział: „brawo, młody, to jest dobre, że się nie boisz, oby tak dalej”. Bardzo dobrze to wspominam. Takie sytuacje budują i motywują do dalszej pracy.

Trenowanie z mistrzem Polski nie jest byle jakim wyczynem. Gra i treningi w Legii zawsze były dla mnie spełnieniem marzeń. Wspominam pierwsze zajęcia z „jedynką” bardzo pozytywnie. W pierwszej gierce udało mi się strzelić gola Arturowi Borucowi, który również pochodzi z Siedlec. Świetnie wspominam ten dzień. Chciałbym, żeby takich dni było jak najwięcej. Na razie bajka trwa nadal, jestem z zespołem na zgrupowaniu w Austrii. 

Kacper Skwierczyński

Po zmianie ustawienia w rezerwach, przeniosłeś się ze skrzydła na fałszywą dziesiątkę. Jak czujesz się w tym miejscu na boisku?

- Przez tę zmianę, mam duży wachlarz możliwości. Tak jak mówisz – jest to fałszywa dziesiątka, czyli mogę poruszać się na skrzydle, szukać miejsca w środku boiska. Gdy napastnik zbiega nieco wyżej, aby być pod grą, to mogę go zastąpić w ataku. Jest duża dowolność, a ja to bardzo cenię i lubię. Nie jestem przywiązany do jednej pozycji, tylko mogę sobie kreować grę w różnych sektorach boiska. Ta pozycja mi odpowiada. Wolę grać na boku pomocy czy bardziej w środku? Dla mnie nie ma to różnicy, bo od zawsze byłem zawodnikiem wszechstronnym. Przychodząc do Legii, rywalizowałem na skrzydle. Potem zostałem przesunięty na dziesiątkę, ósemkę. W drużynach U-17 i U-18 grałem na pozycji skrzydłowego, a gdy przeszliśmy do systemu z trójką stoperów, występuję w środku. Nie przeszkadza mi to - wręcz przeciwnie, mam więcej rozwiązań na boisku, większą odpowiedzialność za grę ofensywną. Dobrze czuję się z piłką przy nodze. Gdy mam futbolówkę w środkowej strefie boiska, pojawia się więcej możliwości i jest łatwiej zdobyć bramkę.

Mówisz, że nie czułeś większego przeskoku między grą w juniorach a seniorach. Z czego to wynika?

- Myślę, że grę ofensywną mam na bardzo wysokim, zaawansowanym poziomie. Robiłem sporą przewagę w ataku, przez co dobrze dogadywałem się z kolegami. Nie odczułem tak dużego przeskoku. Inni zawodnicy wiedzą, że mogę zrobić różnicę z przodu. Myślę, że to doceniają. Po pierwszym meczu, gdy zauważyli, że naprawdę potrafię grać w piłkę, nasze więzi się trochę rozluźniły, częściej ze sobą rozmawiamy i spędzamy czas. Gdy z nimi rozmawiam, to nie czuję żadnych kompleksów, dyskutujemy – tak naprawdę – o wszystkim. Myślę, że właśnie przez to nie czułem większego przeskoku.

Podobnie było na treningu z pierwszym zespołem? Też nie czułeś przeskoku, tego, że odstajesz?

- Nie czułem, że jakoś odstaję. Strzelając gola Arturowi Borucowi w pierwszej gierce poczułem radość, choć mam świadomość, że to tylko jedna sytuacja i moje pierwsze kroki w drużynie. Przede mną bardzo dużo do nauki w każdym aspekcie. 

Kacper Skwierczyński

Stawiasz sobie cele indywidualne do końca 2021 roku?

- Pierwszym celem był wyjazd na obóz z pierwszym zespołem - to się udało. Teraz chcę pokazać się z jak najlepszej strony. Chciałbym zbudować sobie pozycję w „jedynce” i zrobić wszystko, aby być branym pod uwagę do gry w niej. Jeżeli rozmawia się o Skwierczyńskim, to chciałbym, żeby mówiono, że jest on z pierwszej drużyny. Drugim celem jest powołanie do reprezentacji Polski w mojej kategorii wiekowej. Myślę, że każdy młody zawodnik o tym marzy. Jest to bardzo duże wyróżnienie i buduje do dalszej pracy.

Co możesz dać „jedynce”?

- Świeżość. Przede wszystkim – grę z przodu, wygrywanie pojedynków 1 na 1 i szybkościowych. Mógłbym na pewno zaprezentować walory ofensywne. Treningi z pierwszym zespołem są dla mnie bardzo wartościowe i chciałbym wziąć jak najwięcej dobrych wzorców od starszych kolegów. Każdy gra w piłkę po to, żeby osiągnąć jak najwyższe cele. Tak samo jest ze mną. Dążę do tego, żeby być jak najwyżej i mam motywację do rozwoju.

Źródło: Legia.Net

Komentarze (11)

Komentarze osób zarejestrowanych pojawiają się w tym artykule automatycznie. Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po zatwierdzeniu przez moderatora.

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Zaloguj

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
Fajny wywiad. Moim zdaniem najważniejsza część to "jak do tego dążysz?" Powodzenia i wytrwałości Kacper, no i dobrze że czytasz
Porucznik
  • 0 / 0
Trzymam kciuki. Trenuj i realizuj swoje boiskowe cele.
Kapitan
  • 0 / 0
2 lata różnicy , dwóch młodych chłopaków z Siedlec spotyka się w bursie Legii ich marzeń i co? wieje z wypowiedzi że nic a wręcz chłodna relacja
Generał
  • 1 / 1
Chłopaku jak najszybciej idź na wypożyczenie, cięzko pracuj i o korzystaj ile się da, nie zostawaj w tej Akademii bo cie zniszczą.
No no, fryzjer - łatwiej będzie mu wspólny język z trenerem znaleźć.
Oczywiście piszę to z dystansem w formie żartu, udanej kariery życzę!
Marszałek Polski
  • 0 / 0
Niesamowite - chłopak zostaje po zajęciach. Piłkarze jedynki - bierzcie przykład :)
Generał dywizji
  • 2 / 0
Tak trzymaj mlody.
Każdy mówił o Cielemęckim jako tym, który wejdzie z akademii do pierwszego zespołu. Po tym co widzę to stawiam na Włodarczyka i Skwierczyńskiego. Myślę, że Skwarka to może być 2-gi Karbo. Widać straszny luz w grze. Technicznie ogarnięty. Jest inteligentny i pewny siebie, dlatego z ogarnięciem taktyki na poziomie seniorskim nie powinno być problemów. Wróżę mu dużą karierę. Co do Cielemęckiego, to widać, że się bardzo stara, ale jakoś nie może zrobić znaczącego progresu. Na moje oko brakuje mu właśnie tego naturalnego luzu, ,który posiada Karbo i Skwarka.
Sierżant
  • 0 / 0
Tym bardziej, że Cielemęcki nadal nie przedłużył kontraktu i na obóz nie pojechał. Gra teraz z Legią II.
https://legia.net/news/rozmowy-o-przyszlosci-mosora-i-cielemeckiego/81508
Patrząc na młodych wczoraj to chyba właśnie Skwierczyński wypadł najlepiej.
Kapitan
  • 0 / 0
To prawda dał się zapamiętać ale może dlatgo że latał po stronie kamery))